Jak zrobić zdjęcia niczym z Instagrama?

Jak zrobić zdjęcia niczym z Instagrama?

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się jak niektórym osobom na Instagramie udaje się uzyskać na zdjęciu takie efekty jak szumy, wyblakłość, kolory vintage to wszystkiego dowiesz się w tym poście. Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do czytania!

Jedyne, czego potrzebujesz to telefon z dobrym aparatem lub lustrzankę oraz najważniejszą rzecz czyli aplikację VSCO. Dostępnych jest tylko 10 darmowych filtrów, ale uwierzcie mi, że w zupełności na początek to wystarczy. 
Poniżej pokażę Wam kilka zdjęcia przed przeróbką i po przeróce abyście mogli sobie porównać. Wyjaśnię jakich parametrów użyłam i które za co odpowiadają.
Jak widzicie nadałam temu zdjęciu zupełnie inne kolory, bardziej w stylu vintage. Zanim przejdę do podawania informacji, to liczba przy danym podpunkcie(może być ujemna lub dodatnia) będzie oznaczała dokąd przesunąć suwak. Aby przerobić na taki styl zdjęcie użyłam takich parametrów jak:

  • P5(nazwa filtru) +12,0
  • Sharpen(wyostrzenie) +7,0
  • Clarity(przejrzystość) +4,0
  • Tone(ton): Highlights(uwydatnienie): +12,0
  • Skin tone(odcień skóry): -6,0
  • Grain(ziarno): +3,0
  • Fade(wyblaknięcie) +3,0
Najważniejszą rolę w zrobieniu zdjęcia jak z Instagrama grają dwa ostatnie podpunkty czyli Grain - odpowiada za szumy na zdjęciach, które są tak bardzo pożądane, a dużo ludzi nie wie jak je osiągnąć. Zatem Voila! Nic trudnego, wystarczy przesunąć suwak na tyle, na ile chcemy.
Fade - to dzięki niemu można stworzyć na zdjęciu efekt wyblaknięcia.

Jeśli Wiecie już o co chodzi to przedstawię Wam jeszcze kilka przerobionych zdjęć.


  • M5: +9,0
  • Sharpen: +2,0
  • White Balance: Temperature: +2,0, Tint(zabarwienie): +6,0
  • Grain: +3,5

Swoją droga filtr M5 jest najbardziej z wszystkich darmowych w stylu vintage.




  • P5: +9,8
  • Exposure(ekspozycja): -1,0
  • Sharpen: +12,0
  • Clarity: +3,0
  • Tone: Highlights: +5,0
  • White Balance: Tint: +4,5
  • Skin Tone: -5,0
  • Grain: +5,0
  • Fade: +4,5




  • C1: +12,0
  • Exposure: -1,0
  • Sharpen: +12,0
  • Clarity: +1,0
  • White Balance: Temperature: +1,5
  • Skin Tone: -3,5
  • Grain: +6,0
  • Fade: +2,5




  • C1: +12,0
  • Grain: +3,0

Jak widzicie czasem wystarczy mała obróbka zdjęć aby je całkowicie zmienić. Pamiętajcie, że te dane, które Wam podałam nie oznaczają, że zdjęcie będzie miało kolory kropla w kroplę takie jak moje, ponieważ wszystko zależy od wielu czynników, np. światła. Musicie pobawić się ustawieniami, a być może stworzycie swój własny filtr.
Mam nadzieję, że odpowiednio wytłumaczyłam Wam jak zrobić szumy na zdjęciu, wyssać kolor ze zdjęcia czy też nadać kolory retro. W sumie to nic trudnego, przesuwamy suwakiem do pożądanego efektu.
Jeśli chcecie zobaczyć więcej zdjęć to zapraszam na mojego raczkującego Instagrama: Moje VSCO.

Dajcie znać w komentarzu jak Wam się podobają zdjęcia!
Posiadacie aplikację VSCO? Jak Wam się podoba?
Chętnie przejrzę Wasze Instagramy więc podawajcie nazwę :)

Wszystkie zdjęcia powyżej są mojego autorstwa.












Przepłacanie w Rossmannie

Przepłacanie w Rossmannie

Pewnie się zdziwicie, ale nigdy nie kupiłam nic na słynnej przecenie w Rossmannie, a chodzi mi dokładniej o -55% na min. 3 produkty. Przyznaję, że na początku chciałam skusić się, ponieważ wydawało mi się, że jest to super okazja, aby uzupełnić braki w mojej kosmetyczce. Nie kupiłam nigdy nic na tej przecenie z prostego powodu- nie miałam pieniędzy, bo nie chodziłam do pracy. Teraz cieszę się, że tak było, bo kto wie ile straciłabym tam pieniędzy.
W tym poście chcę Wam pokazać, że ta ''korzystna'' promocja wcale taka nie jest i tylko niepotrzebnie PRZEPŁACAMY. 
Jeśli się zastanawiacie skąd wiem i mam pewność, że w Rossmannie wydajemy więcej niż powinniśmy to odpowiedź jest prosta - robię zakupy w internecie i w sklepie stacjonarnym więc mam porównanie. Przejdźmy jednak do sedna!

Wszyscy wyczekują tej promocji, bo rzekomo zapłacą taniej. Nadchodzi ten czas, ludzie bez zastanowienia się biegną do sklepu, przepychają się łokciami, otwierają zamknięte produkty a potem odkładają je jak gdyby nigdy nic. Po prostu załącza się instynkt zwierzęcy. Wszystko po to, aby kupić i ''zaoszczędzić'' bo to ''genialna'' okazja, która nie zdarza się często. Na tym ludzie się łapią. 

Rossmann niestety ma zawyżone ceny kosmetyków nawet po promocji. Aby nie być gołosłownym na dole pokażę Wam parę przykładów. Po prawej stronie będzie produkt i cena z Rossmanna, a po lewej produkt z Cocolity(drogeria internetowa).
Na celownik wzięłam najbardziej wychwytywane kosmetyki na promocji.
Wyraźnie widać, że ceny w Rossmannie są zawyżone i nawet na promocji są nadal droższe lub mniej więcej takie same, z tym, że w drogerii internetowej te kosmetyki, które kosztują mniej niż w Rossmannie dodatkowo są jeszcze przeceniane(co widać na przykładach wyżej).
Z tego powodu nie kupuję kosmetyków w Rossmannie, bo wolę zamawiać przez internet i nie przepłacać. Nie wspomnę już o kolejkach, chamskich zachowaniach, wymacanych produktach i trudnościach z dojściem do szafy.

A czy Wy kupujecie w Rossmannie?
Co sądzicie o promocji -55% ?
Jeśli macie jakieś ciekawe historie z Rossmanna to piszcie w komentarzu. Chętnie poczytam!




Korektor Lovely ''Liquid Camouflage''

Korektor Lovely ''Liquid Camouflage''

Brak snu, wczesne pobudki, ciągłe przemęczenie sprawiają, że pod oczami zaczynają pojawiać się cienie. Sam podkład nie da rady ich zakryć dlatego należy posilić się dobrym korektorem pod oczy, który je zakryje lub też rozświetli. Która kobieta nie lubi kiedy niska cena=dobra jakość? Ja nie znam, dlatego przedstawiam Wam korektor ''Liquid Camouflage'' firmy Lovely (o którym być może już słyszałyście), który dostępny jest w Rossmannie za ok. 15 zł, ale często też jest na przecenie.
Zacznę od tego, że kosmetyk posiada duży aplikator, który jest wygodny i już jedno maźnięcie pod oczami(czy gdziekolwiek) wystarczy na zakrycie sińców. Spokojnie można budować nim krycie, chociaż twierdzę, że po pierwszej warstwie jest już pełne.
Po nałożeniu korektora twarz wygląda na zdrowszą i bardziej promienną. Czynność tę umila przyjemny zapach kosmetyku, który jest podobny do wielu korektorów. Określam go jako świeży, nawet kwiatowy.
Mojej uwadze nie uszedł fakt, że korektor bardzo mocno i szybko oksyduje więc raczej nie polecałabym go osobom, które są totalnymi bladziochami, ponieważ najjaśniejszy odcień(czyli ten, który posiadam) 01 Soft wpada w żółte, ciemniejsze tony, nawet minimalnie pomarańcz.
Na swatchu powyżej od góry korektor bezpośrednio nałożony na rękę, a poniżej jak zachował się po czasie. Wyraźnie widać różnicę i cieszę się, że nie wzięłam ciemniejszego odcienia.
Kosmetyk dobrze sprawdza się jako baza pod cienie: trzymają cały dzień, nie osypują się ani nie wchodzą w zakamarki oka. Nadaje się do ''cut crease'' i nawet jeśli nie traficie z kolorem to przynajmniej wiecie jak go inaczej można spożytkować.

Miałyście? Jak u Was się sprawdził?
Polecacie jakiś inny korektor do oczu?

Żel UV Silcare do stylizacji paznokci za 15 zł

Żel UV Silcare do stylizacji paznokci za 15 zł

Od dłuższego czasu robię sobie sama hybrydy, ale stwierdziłam, że chcę w końcu spróbować metody żelowej. W tym celu zakupiłam żel UV do stylizacji paznokci firmy Silcare ''base one'', który dorwałam w lokalnej drogerii za 15 zł.
W słoiczku znajduje się 15 g produktu, ale starczy on na bardzo długo ze względu na swoją konsystencję - jest gęsty, ale wystarczy mała ilość aby przedłużyć paznokcia. Wyglądem przypomina galaretkę, ale niech Was to nie zwiedzie, bo należy uważać by nie pokleić się kosmetykiem. Trochę ciężko domyć z palców tę klejącą maź. Produkt nie ma koloru, jest przezroczysty i to należy brać pod uwagę przy kupnie jeśli chcemy wykonywać ''zwyczajne'' żele(czyli nie francuza, bo do tego z tej firmy jest różowy).
Zapach jest ledwo wyczuwalny i ciężko go do czegokolwiek porównać. Raczej jest to plus, ponieważ nie będzie mierził wrażliwych nosów.
Do utwardzania żelu używam lampy hi hybrid o mocy 10 W. Jest to mała moc, ale spokojnie wystarczy włożyć rękę na 120 sekund. 
Na co muszę zwrócić uwagę to na zdanie producenta na opakowaniu, a mianowicie: ''Może wywołać podrażnienia oczu, skóry, układu oddechowego''. Wpierw się przeraziłam, ale przypomniałam sobie, że miałam już z tym produktem styczność i nic mi nie było, nie jestem zbytnio skłonna do alergii. Gorzej dla tych, co mają z tym problem. Nie zalecałabym tego produktu takim osobom.
Jak możecie zauważyć na zdjęciu powyżej, manicure jest wykonany metodą żelową. Troszkę nie powidło się na palcu serdecznym, ale to przez późną godzinę, o której wykonywałam go. 

Podsumowując, żel się sprawdza i w tej kwestii nie mam zastrzeżeń. Kwestia finansowa jest jak najbardziej na plus. Niestety produkt może wywoływać skutki uboczne i lepiej z nim uważać.

Miałyście go? Jak Wam się sprawdzał?
Polecacie jakiś inny żel? 
Co sądzicie o moim manicure? 

Rimmel Match Perfection. Warto czy nie warto?

Rimmel Match Perfection. Warto czy nie warto?

Dobry podkład to podstawa udanego makijażu. Ważne jest aby był on dobrze dobrany kolorystycznie do naszej cery, nie tworzył efektu maski i oczywiście żeby zakrył te niedoskonałości, które chcemy. Większość polek ma ciepłą tonację więc potrzebują podkładów z ciepłymi odcieniami czyli żółtymi. Problem pojawia się wtedy gdy potrzebujemy podkładu z żółtymi tonami, ale bardzo jasnego. Wtedy ciężko jest znaleźć drogeryjny podkład, który sprostał by tym oczekiwaniom.

Ja jestem tym przykładem polki. Skuszona ładnym, żółtym i jasnym kolorem podkładu Rimmel Match Perfection udałam się do Rossmanna, przetestowałam go na dłoni i żuchwie. Wydawał się w porządku więc go wzięłam, tym bardziej, że był na przecenie.
Mój odcień to True Ivory 103 czyli najjaśniejszy z żółtej tonacji. Jego zadaniem jest nawilżenie skóry, zmniejszenie widoczności niedoskonałości, porów i podkrążonych oczu.

Podkład ma standardową pojemność czyli 30 ml, a wydobycie zawartości ułatwia pompka. Dozuje ona odpowiednią ilość kosmetyku więc nie trzeba się obawiać, że zmarnujemy niepotrzebnie podkład. Całość znajduje się w szklanej buteleczce, która moim zdaniem ma ładną szatę graficzną.
Konsystencja jest płynna i trzeba uważać aby nie spłynęła przypadkiem na ubranie. Zapach jest typowo kosmetyczny i ciężko go do czegoś porównać. 
Jak już wspominałam wyżej jetem trochę bladziochem(do czasu aż się nie opalę) i podkład wydawał się dla mnie dobrze dobrany. Niestety rozczarowałam się. Jest on nadal za ciemny więc jeśli ktoś szuka właśnie jasnego odcienia to ten zdecydowanie odpada. W moim przypadku nie ma co płakać, bo wystarczy, że się trochę opalę i kosmetyk będzie w porządku.
Jeśli chodzi o krycie to określam je jako średnie. Bez problemu radzi sobie z zakryciem przebarwień i pozostałości po wypryskach. Zakrywa pory, ale to wszystko dopiero po drugiej warstwie. Kosmetyk nawilża cerę i nie tworzy efektu maski. Wygląda bardzo naturalnie, a skóra wydaje się promienniejsza. Po nałożeniu ciemnieje na twarzy, lecz tylko trochę.
Niestety, ale podczas całego dnia podkład schodzi z twarzy i trzeba poprawiać makijaż. Plus za to, że nie wchodzi w zakamarki zmarszczek. Produkt na pewno nie jest dedykowany dla osób o cerze tłustej, ponieważ ten podkład tylko podkreśli świecenie się.
Podkład jest lekki, moim zdaniem idealny na wiosnę i lato. Nie czuć go na twarzy. Nadaje się dla osób, które nie mają jakichś większych problemów z cerą, ponieważ nie poradzi sobie z większymi niedoskonałościami, a w dodatku zejdzie po paru godzinach. Ja go kupiłam na przecenie za 25 zł, ale jego stała cena to 40 zł więc cieszę się, że upolowałam go w tej niższej, ponieważ za 40 zł trochę bym żałowała.
Podkład nie jest najgorszy, ale raczej nie kupię go ponownie, na pewno nie za jego stałą cenę. Szkoda, że nie mają więcej jaśniejszych, żółtych odcieni.

Miałyście? Jak Wam się sprawdzał?
Polecacie jakiś jasny, drogeryjny podkład?
Pomada z Wibo

Pomada z Wibo

Odkąd przefarbowałam włosy na blond musiałam zmienić nieco kolor brwi. Wcześniej używałam pudru do brwi, ale znudził mi się i stwierdziłam, że chcę przetestować coś o innej konsystencji. Wybór padł na chyba wszystkim znaną pomadę do brwi z Wibo.

W kartonowym pudełku znajduje się szklany słoiczek wraz z pędzelkiem o różnych końcach. Jeden z nich służy do nakładania mazi, a drugi do rozczesywania brwi. Jak widać na zdjęciu jest mały i nieporęczny. Szczoteczka jest mała, a pędzelek zbyt gruby do precyzyjnego makijażu brwi. 
Pomimo tego, że słoiczek jest mały mieści w sobie dużą ilość pomady i jest bardzo wydajna, ponieważ wystarczy mała ilość produktu aby wykonać makijaż brwi. 
Zapach niestety nie należy do najprzyjemniejszych. Początkowo nawet robiło mi się od niego nie dobrze, ale przyzwyczaiłam się do niego i już mi tak nie przeszkadza.
Konsystencja jest kremowa, zupełnie jak masełko. Pomadę dobrze się rozprowadza, jest bardzo dobrze napigmentowana. Ogromny plus za trwałość! Spokojnie wytrzymuje na brwiach nawet te intensywne imprezy i deszcz na dworze, ponieważ jest wodoodporna. Nie ściera się po przetarciu ręką i nie trzeba poprawiać jej w ciągu dnia.
Mój odcień to 04 Blonde. Miałam nadzieję, że będzie w nieco chłodniejszym tonie, ponieważ takie mi pasują, ale niestety zdecydowanie jest to ton ciepły. Pomimo tego nie wyglądam w nim źle. 
Pomada jest zarówno woskiem, jak i cieniem więc bez problemu ujarzmimy niesforne brwi. Można nią odpowiednio wykonturować, jak i wypełnić luki w brwiach.
Minusem kosmetyku jest to, że zasycha, ale można sobie z tym w łatwy sposób poradzić, np. wkraplając duraline lub olejek rycynowy, ale UWAGA: jeśli zdecydujemy się na olejek rycynowy trzeba bardzo uważać aby nie przesadzić, bo inaczej pomada będzie ''pływała'' i tylko będziemy miały tłuste brwi. Wystarczy kropelka. 
Jakość jest bardzo dobra, cena przystępna, produkt łatwo dostępny i wydajny. Do wyboru są jeszcze kolory brązowe i czarne oraz niedawno wprowadzony inny odcień blondu tzw. ,,Light blonde'', na który chyba się skuszę, bo jest on w zimnym tonie.

Miałyście tę pomadę lub polecacie jakąś inną?
Czego używacie do brwi?
Lakier hybrydowy z Biedronki za 10 zł

Lakier hybrydowy z Biedronki za 10 zł

Od jakiegoś czasu sama robię sobie paznokcie. Stwierdziłam, że jest to dla mnie bardziej oszczędne i nauczę się czegoś fajnego. Chętnie testuję różne marki lakierów hybrydowych, a dzisiaj pod lupę biorę lakier LaQell z Biedronki, który kosztował jedynie 10 zł. Szkoda by było nie skorzystać.

Kolor, który wybrałam to ''Blue 1'' i jak sama nazwa wskazuje jest koloru niebieskiego, trochę wpadającego w granat. Pojemność jest raczej standardowa czyli 5 ml. W mój gust zdecydowanie wpasowała się szata graficzna tego lakieru, ponieważ jest zwyczajna, bez żadnych zbędnych nadruków. Na górze zakrętki znajduje się coś a'la paznokieć, na którym jest ukazany kolor. 
Pędzelek zdecydowanie zasługuje na plus. Jest długi, mocno zbity. Dobrze się nim aplikuje zawartość produktu. Mniejsze jest ryzyko zalania skórek, co wyglądałoby nieestetycznie. 

Aplikacja lakieru hybrydowego jest banalnie prosta. Nakładamy bazę, lakier i top. W moim przypadku lakier i top były z innej firmy(hi hybrid). Nie kupowałam ich z firmy LaQell, bo nie wiedziałam jak sprawdzi się sam lakier i wolałam uniknąć bezsensownego kupienia jakiegoś bubla. Pierwsze, co zdziwiło mnie w tym kosmetyku to czas utwardzania lakieru. Nie dość, że najpierw musiałam naszukać się, przez jaki czas powinnam to robić(nie mogłam znaleźć tego lakieru co ja mam), to kiedy w końcu znalazłam okazało się, że powinnam trzymać paznokcie pod lampą 2 minuty. Nie spodziewałam się kompletnie takiego czasu. Jeśli ktoś ma lampę LED to wystarczy jedynie 30 sekund. Niestety moja jest UV czyli w takiej lampie utwardzanie trwa 2 minuty.
Aby wydobyć maksimum koloru lakieru musiałam nałożyć trzy warstwy produktu. Po pierwszej warstwie prześwitywał, po drugiej już tylko w niektórych miejscach, a za trzecim wszystko było już w porządku. Lakier bez problemu utwardził się w lampie. Niczym nie odbiega od innych lakierów hybrydowych, na paznokciach utrzymuje się tak samo długo jak jego inni koledzy, nie odpada, nie uczula(tak było w moim przypadku). Z jego zdejmowaniem nie ma najmniejszych problemów, pomimo, że mieszałam firmy( LaQell z hi hybrid). 
Konsystencja jest płynna, może zalać skórki, ale wystarczy ustawić pędzelek pod odpowiednim kątem. Zapach jest typowy dla lakierów tego typu.

Podsumowując, lakier jest bardzo fajny, dobry pod względem jakości. Jego cena jest atrakcyjna i można go dostać chyba w każdej Biedronce. Jeśli nie to można zamówić bezpośrednio ze strony LaQell. Niestety, ale póki co nie widzę tej wersji kolorystycznej, którą ja mam. Kolor jest bardzo ładny, intensywny. Jestem pod zaskoczeniem, że Biedronka tak się rozwija co do kosmetyków i to jeszcze w tak przystępnych cenach. Jak dla mnie super!

Miałyście lakier z tej firmy?
Robicie sobie same manicure hybrydowy?
Może polecicie jakieś ciekawe lakiery w atrakcyjnych cenach?
Copyright © 2014 Recenzje przy herbacie , Blogger